środa, 21 października 2015

Koherencja.


Wszyscy chcemy mieć dobre wyniki. Za wyniki odpowiadają nasze zachowania. Lecz czy wystarczy pracować nad zachowaniem na przykład przeprowadzić trening, by zmienić dobre wyniki? Nie wystarczy, bo mimo szkolenia może ono nam różnie wychodzić, więc musimy poszukać dalej drogi do dobrych wyników za każdym razem.

Wtedy trenerzy idą do psychologów, gdyż na nasze zachowanie wpływa nasze myślenie, to jak myślimy. Szukamy na tym poziomie poprawy. Jednak jak się okazuje myślenia też do końca nie potrafimy kontrolować.

Schodzimy niżej do samopoczucia. Tutaj mamy sprzężenie zwrotne. Myślenie wpływa na nasze samopoczucie, a samopoczucie wpływa na nasze myślenie. Jak się okazuję większy jest wpływ tego co czujemy na myślenie niż na odwrót. Wychodzi na to, że nad samopoczuciem też nie mamy w pełni kontroli.

Znów schodzimy niżej i mamy poziom emocji, a jeszcze niżej fizjologii z której wynikają emocje. Dochodzimy do wniosków, że aby zapanować nad swoim zachowaniem i mieć dobre wyniki za każdym razem musimy przejęć kontrolę nad każdą z tych płaszczyzn od dołu do góry zaczynając od fizjologii.


1. Fizjologia > 2. emocje > 3. samopoczucie (feel) < > 4. myślenie > 5. zachowanie > 6. wyniki

1, 2, 3, 4 to elementy wewnętrzne. 
5, 6 to elementy zewnętrzne.

Fizjologia - to wszystkie informacje płynące z ciała

Emocje - potok tych wszystkich informacji płynących z ciała w postaci impulsów elektryczych, elektromagnetycznych, reakcji chemicznych oraz ciśnień. Inaczej można powiedzieć, że jest to energia w ruchu lub nasz energetyczny stan.

Czucie/samopoczucie/nastrój - to świadomość w umysle naszych emocji, ich subiektywny odbiór. Może tak być, że mamy jakieś emocje, ale ich nie czujemy.


Pierwszym etapem jest nastroić się na to co dzieje się na poziomie emocji i fizjologi. Elemementem na którym skupimy się omawiając to zagadnienie jest bicie serca, a dokładniej częstotkiwość jego elektrycznych sygnałów.

Kiedy się czymś zaniepokoimy to puls wzrasta. Co się jednak dla nas liczy to nie jego ogólna szybkość tylko to jak się jego średnia częstotliwość waha w czasie. Obserwujemy czy są to chaotyczne zmiany, czy regularne. 

Jest to ważne z dwóch względów. Decyduje to o poziomie odczuwanej przez nas energii oraz na tym co nas najbardziej interesuje, że odpowiada to za aktywność naszych funkcji mózgowych. Jeśli mamy duży chaotyczny puls serca to tak jakby w odniesieniu do mózgu zrobiona nam została lobotomia, przednie płaty czołowe (nadzorca) się wyłączają swą aktywność. Coś jakbyśmy wzięli pigułkę głupoty. 
 
Taki chaos można wywołać łatwo w człowieku . Na każde nawet najdrobniejsze wyzwanie nasze serce żywo reaguje. Pod wpływem presji wyłączają się nasze płaty czołowe i nawet najprostsze czynność zaczynają stanowić problem. Jesteśmy zdezorientowani i nie wiemy co się z nami nagle stało.

Aby odnieść sukces naszym celem powinno być uzyskanie tzw. koherencji - stabilnych, rytmicznych, równomiernych zmian w pracy serca, aby nasze mózgi mogły wykorzystywać w tym czasie swój pełny potencjał. Czyli w tym momencie już wiemy co się z nami dzieje, gdy w naszym systemie następuje chaos. Jest to reakcja na wyzwanie. Właściwie nie ważne  czy jest duże czy małe, dalej ma to na nas pływ. 

Czy to są sytuacje, gdzie kwestią są różnice w światopoglądach, czy nasze ego zostało czymś poruszone lub czy też mówimy o napięciach w związku, itd. - dosłownie każde wyzwanie, wpływa na naszą fizjologię, a ona wpływa na nasz mózg. 

Co ciekawe, kiedy on jest zahamowany to zahamowana jest również nasza percepcja, więc nie odczuwamy tego w żaden konkretny sposób. Czyli, gdy zachowujemy się głupio możemy w takcie takiego zachowania nie zdawać sobie z tego sprawy (zyskujemy tą świadomość przeważnie podczas późniejszej autoanalizy).

Można się zastanowić dlaczego tak się dzieje? Odpowiedz jest prosta - przetrwanie. Są ewolucyjne korzyści z takiego mechanizmu, odnosi się do naszej historii sprzed tysięcy lat, kiedy brak szybkiej automatycznej reakcji mógł oznaczać śmierć. Kiedy spotykaliśmy z czymś co mogło być drapieżnikiem, nie było czasu na myślenie, trzeba było udawać trupa, albo uciekać. Myślenie by te reakcje spowalniało, co by zmniejszało szanse na przeżycie.

Dzisiaj nie spotykamy drapieżników, ale w relacjach między sobą mamy to samo. Póki nie zdobędziemy nad tym kontroli to każdy maże na nas wpłynąć i co więcej my sami to często sobie robimy. Kilka przykładów:

Gdy  jesteśmy na spotkaniu z którego nie możemy wyjść zbierze nam się pełny pęcherz dzieje się tak, że stajemy się właściwie głusi na otoczenia. Ludzie coś do nas mówią, a nam pot z czoła ścieka i widzimy tylko poruszające się ruchy ust. Nasza świadomość dźwięku zostaje jakby usunięta.

Drugi przykład pochodzi z życia. Na pewnym spotkaniu była kobieta w ciąży i jej dziecko mocno się przekręciło, że aż było to widać, a ona odleciała na 20 sek. Przez ten czas puściła wzrok została zupełnie od cięta od otoczenia i zaczęła bełkotać nie mogąc się wysłowić. Kiedy to minęło spojrzał na wszystkich mówić tak jakby chciała powiedzieć "witam ponownie".

Wszyscy myślimy, ale mało kto się zastanawia nad samym myśleniem. np. nad tym co myślimy (dlaczego akurat to), co na to myślenie wpływa, albo co odpowiada za jego jakość. Nie jesteśmy świadomi i nie przykładamy do tego wagi, że wyłania się ono z emergencji procesów dziejących się w naszym systemie. Będziemy myśleć negatywnie, gdy nasza biologa będzie nam sygnalizować że jest źle, oraz pozytywnie, gdy np. będziemy odstresowani, wypoczęci, w dobrej kondycji.

Możemy wysnuć wniosek, że nie można zmienić myślenia, tylko myśląc o tym. "Nie można rozwiązywać problemu, używając tego samego poziomu myślenia na którym on zaistniał" - mawiał Einstein - musimy iść w górę, do wyższego poziomu. To samo z tą zasadą, nie pójdziemy w górę myśląc o tym. Gdybyśmy chcieli poprawić nasze myślenie o 25% przez weekend. Nie damy rady, nie wrócimy w poniedziałek mówiąc - słuchaj myślałem o tym w weekend teraz jest dużo lepiej. 

Żeby naprawdę zmienić myśli, trzeba zmienić kontekst w którym się pojawiły. U ludzi tym kontekstem jest biologia. Zmieniając biologię zmieniamy jakość myślenia, a tym samym samo myślenie. Chcemy zmienić swoja fizjologią. Aby to robić nie trzeba być mistrzem jogi, trzeba po prostu wiedzieć dokładnie co trzeba zrobić.

Jest wiele rzeczy które mogą nam w tym pomóc, ale pierwszą sprawą jest znalezienie czegoś nad czym można mieć świadomą kontrolę.  Można się domyślić w tym miejscu, że chodzi o oddychanie. Jak się okazuje jest 12 elementów/aspektów oddechu które można regulować. 

Na zajęciach gdzie praktykuje się jakiś rodzaj oddychania można zobaczyć wiele interesujących rzeczy. Lecz z naszego punktu widzenia najistotniejszy jest rytm oddechu. Jest on na pierwszym miejscu tej listy. Kiedy zaczynamy rytmicznie oddychać, puls serca staje się koherentny, a wtedy nasze funkcje mózgowe zaczynają włączać i działać tak jak powinny. 

Zazwyczaj pojawiają się rady dajmy na to przed wystąpieniem publicznym - "weź kilka głębokich wdechów" (co w zasadzie oznacza - objętościowo dużych ) my na to powiemy, "można to sobie odpuścić", bo to co jest na pierwszym miejscu, co wpływa na koherencje i funkcje mózgowe to rytm. Głębokość oddechu jest na miejscu 5-6. Zatem powiedzmy lepiej "zacznij oddychać rytmicznie". Przy czym nie ważne, czy to będą pięciosekundowe wdechy, czy cztero-, szybkie czy wolne, głębokie czy nie. Ważne, aby były równe, np. 5555 lub 4444 lub 6666, a nie 3657. 
 
Drugim istotnym elementem oddechu jest jego płynność. Oddech musi płynnie, gładko i równomiernie wydarzać się. Nie robimy tego w sposób mechaniczny, wyrywny. Co ciekawe odnosi się to też do innych czynności jak pływanie, czy pedałowanie na rowerze, ruchy powinny być płynne i stabilne w dwie strony,

Trzecią rzeczą istotną rzeczą podczas oddychania jest miejsce na którym się się skupiamy. Powinien być to rejon klatki piersiowej serca. Są ku temu 2 powody. Po pierwsze pod względem elektrycznym jest to najsilniejsze źródło mocy w naszym systemie. Ponad 5 tysięcy razy mocniejsze niż sygnały w naszym mózgu. Po drugie wszystkie pozytywne emocje gromadzą się w tym miejscu (odczuwamy je w tym rejonie, klatki piersiowej). Dlatego np. przytulamy dziecko do serca a nie do kolana :P
To skupienie zaczyna nas wciągać w coraz bardziej pozytywny stan.

Na koniec to co warto zrozumieć to, że nie ma dużego znaczenia, czy jesteśmy zrelaksowani czy pobudzeni. Liczy się to w jakim stanie emocjonalnym jesteśmy. 

Możemy być 

w negatywnych emocjach - wydzielanie się kortyzolu

albo 

w pozytywnych emocjach - wydzielanie się DHEA

Pozytywne stany pobudzenia to pasja, determinacja, skupienie.
Negatywne to niepokój, złość, frustracja. 

Średni puls to 120, a w pierwszym przypadku koherentny, a w drugim przypadku chaotyczny. 

Następnie można powiedzieć, że relaksacja nie musi być czymś dobrym, bo:
jeśli jest chaotyczna to wiąże się z apatią, znudzeniem, roztargnieniem, byciem nieobecnym.
jest koherentna to wiąże się z ciekawością, obecnością itp. 

Średnia pulsu w obu przypadkach 50.

Większość z nas spędza czas pośrodku relaksacji i pobudzenia po stronie negatywnej. Skupieni jesteśmy wtedy na narzekaniu. Pozytywne stany wysoko koherentne to tzw being in zone ( przebywanie w strefie) lub flow. Większość tam nie przebywa bo, aby tak było to trzeba kontrolować swoje wnętrze, przejść określony trening. Samym oddechem (metodą skupiona na wymienionych 3 elementach), systematycznym i częstym stosowaniem jego można spokojnie dojść do neutralnego poziomu, czyli wyjść z negatywnych stanów emocjonalnych, ale niekoniecznie ociekać szczęśliwością. Uważam, że to i tak bardzo dużo jak na coś tak prostego.

Jeśli zobaczę zainteresowanie będę mógł pociągnąć dalej temat zaglądając do materiałów przyszykowanych przez tego dr. Alana Watkins'a


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz